czwartek, 14 maja 2015

Nadchodzi nowe!

Jak tylko nastała wiosna ruszyłam do zmasowanego ataku na moją działeczkę. Wszystko leciało na śmieć. I wewnątrz rozwalającej się chałupki jak i na ogrodzie. Pierwszy rekonesans po zimie nastąpił 6 kwietnia 2015r.
Jak widać wielkie chaszcze.

Róża pnąca po pergoli pnie się w górę już nad nią i w ogóle jej nie widać. Bluszcz pnący ma kilka lat i 30cm wysokości. 

Sam domek dupy nie urywa. W 2016 czekają go 2 rzeczy: albo śmierć albo modernizacja. Najbardziej cieszyłaby mnie wymiana domku i postawienie domku ok. 30m2, parterowego  z możliwością ŻYCIA! Ten tutaj ma 17m2 i jest taki, że nie chce się w nim zostawać np. na noc. A dzieciory miałyby frajdę. 

Za płotem rośnie forsycja a pod nią pochowany jest mój ŚP żółwik Teofil. Lawenda do ogarnięcia, a krzaczek do przycinki.

Na tej rabacie ziemia jest korzeniową tragedią. Mama latami wykopywała tam dołki i wsadzała turki lub inne jednoroczne. Nic nie rosło bo ta ziemia jest ukorzeniona.  

Pod płotkiem było coś na kształt owoco - warzywniaczka. Agrest, porzeczka i 2 krzaczki borówek. Bliżej kompostownika i Perukowca rosły warzywa: fasolki czy koperek. 

Rabata pod domkiem - pożal się Panie Boże. 

Różaneczniki - zjedzone. Zła ziemia, brak nawożenia i problem gotowy.

Lilijki?

Taaa... rabatka kwiatowa.... - po prostu nie skomentuję.... 

Jak widzicie pracy multum. Jeszcze tylko nie mam pomysłu na rekultywację trawnika. Ale coś wymyślę!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz